• Kategoria
      Brak kategorii spełniających podane kryteria.
      • Instruktorzy
        Brak producentów spełniających podane kryteria.
      • Products
        Nie znaleziono produktów pasujących do kryteriów.
          • search.blog
            Brak postów na blogu spełniających podane kryteria.
          Guitar On Filtry
          Zdjęcie dla posta GITARA. WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ W GŁOWIE. CZĘŚĆ 1.

          GITARA. WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ W GŁOWIE. CZĘŚĆ 1.

          Podobno gitara jest najłatwiejszym instrumentem dla amatora, ale jednocześnie najtrudniejszym dla zawodowca. Brzmi dziwnie, lecz gdyby przyjrzeć się temu z bliska…

          Taka sytuacja – cichy dramat rodzinny: Marcin uczy się grać na gitarze w szkole muzycznej od pięciu lat. Jego rodzice organizują grilla na działce. Nagle ciocia Teresa rzuca hasło: „Marcinek a może byś nam coś zagrał”. Niestety Marcin nie ma przy sobie nut, pulpitu, podnóżka…, a na domiar złego ostatnio nieco skrócił paznokcie i poza czterema taktami sonatiny, którą zagrał już z dziesięć tysięcy razy i jej początek zna na pamięć, nie zagra niczego konstruktywnego i nawet nie podejdzie do „Nie płacz Ewka”, czyli ulubionego szlagieru cioci Teresy. Co innego wujek Bogdan – który w wojsku  nauczył się czterech akordów i posiadł rzadką wśród profesjonalnych muzyków umiejętność grania na nienastrojonej gitarze - bierze wiosło, odpala repertuar biesiadny i jest gwiazdą grilla, ku rozpaczy Marcina i cichej frustracji jego rodziców.

          Historia to dość groteskowa i przerysowana, ale pokazuje pewien zdumiewający brak balansu między gitarą łatwą w obsłudze, mobilną, a tą, która wymaga lat ćwiczeń i  nieustannego doskonalenia. Mamy tu do czynienia z efektem Dunninga-Krugera[1]. Polega on na tym że osoby o niskich kompetencjach mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności, podczas gdy ci bardziej zaawansowani niedoszacowują siebie, ponieważ rzetelnie studiując swoją dziedzinę zdają sobie sprawę z tego z jakim ogromem wiedzy i umiejętności muszą się mierzyć.

          Ktoś, kto zaczyna swoją przygodę z sześcioma strunami lokuje się gdzieś między Marcinem, a wujkiem Bogdanem. W którą stronę powinien spoglądać? Oczywiście, że w stronę Marcina, bo za kilka lat ten chłopiec zostanie muzykiem z krwi i kości, podczas gdy wujek Bogdan będzie ogrywał grille, ogniska i nasiadówki rodzinne, niezmiennie używając czterech akordów. I tu rodzą się pytania:

          • Jak „wejść” w tę pasję mądrze?
          • Jak przejść drogę prowadzącą do rzetelnej gry i się nie zniechęcić?
          • Czy osiągnięcie dobrego poziomu musi być czasochłonne?
          • Czy poziom gry na gitarze jest mierzalny? Co to znaczy: „grać dobrze”?
          • Jak czerpać radość z gry na gitarze na każdym etapie nauki?

          Na te i wiele innych pytań poszukamy odpowiedzi w tej publikacji.

          Kiedy rozpoczynasz przygodę z grą na gitarze, wcześniej czy później zderzysz się z brutalną prawdą: „To nie jest takie łatwe na jakie wygląda.” W głowie początkującego gitarzysty zawsze jest jakiś wujek Bogdan, który zagra wszystko i jednocześnie zdumiewająco blisko tegoż wujka Bogdana lokuje się Jimi Hendrix, Paco de Lucia, Steve Vai i cała plejada gitarowych herosów, którzy rozpalają wyobraźnię do czerwoności. Chciało by się grać tak jak oni, ale w miarę możliwości małym nakładem sił i środków - dokładnie tak małym jak u wujka Bogdana. Otóż TAK SIĘ NIE DA (KROPKA). Gitara nie jest smartfonem i nie działa w trybie instant. Tutaj pojawia się pułapka, której za wszelką cenę powinieneś unikać. Tą pułapką jest taki mały buforek bezpieczeństwa, który na ucho szepce: „Ta gitara to tylko hobby”; „Przecież nie będę z tego żył”; „Tak tylko sobie pogram – dla siebie”; „Bez presji, nic na siłę.” TO JEST SPOSÓB MYŚLENIA, KTÓRY NISZCZY JAKIKOLWIEK PROGRES W ZARODKU.  Uruchamia on mechanizm ego defence (strategia ochrony ego)[2]. Z jednej strony pozostawia świadomość, że to jest trudne, ale jednocześnie otwiera furtkę, przez którą ucieka się od wysiłku, dociekliwości, dobrej organizacji pracy, samodyscypliny, odporności na niepowodzenia – czyli wszystkiego, co jest potrzebne do osiągnięcia celu jakim jest gra na gitarze na wysokim poziomie. Tutaj, na samym początku naszej drogi mamy pierwszy drogowskaz - tabliczkę z napisem: „Będzie trudno, ale dam radę – spokojnie, metodycznie, skutecznie! I aż się prosi, żeby na koniec tego pierwszego rozdziału dopisać mały podrozdział pod tytułem: „TALENT, PRACA I INNE OKOLICZNOŚCI”. O dysproporcji talentu i pracy w osiągnięciu sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie powstała już pewnie nie jedna książka. Wszyscy wiemy, że talent to tylko kilka procent, reszta to ciężka praca. Problem w tym, że talent jest trudny do wyskalowania, a „ciężka praca” to pojęcie oprawione w złotą ramę i wiszące na honorowym miejscu. No bo jak ciężka praca adepta muzyki sprzed pięćdziesięciu lat ma się do ciężkiej pracy współczesnego entuzjasty gry na instrumencie? Czy ciężka praca w kontekście muzyki to postawienie wszystkiego na jedną kartę i w wieku dziecięcym przyjęcie założenia: „zostanę zawodowym muzykiem!”, czy bycie hobbystą, który czas na rzetelne poznawanie instrumentu musi wydłubać spośród setki innych, codziennych zajęć. Cała rzecz w tym, żeby obudzić w sobie konstruktywną pasję.  Niezależnie od tego jak potoczą się Twoje gitarowe losy, dostajesz zestaw kart, którymi musisz rozegrać tę rozgrywkę. Ważne byś właśnie tymi kartami, zagrał na sto procent, bez oglądania się na talent, możliwości, sprzyjające bądź niesprzyjające okoliczności.

           

           

           

           

          [1] Psychologowie David Dunning i Justin Kruger w 1999 r. opublikowali badania, które zostały zainspirowane historią pewnego złodzieja. Uwierzył, że jeśli wysmaruje się sokiem z cytryny jak „niewidzialnym atramentem”, stanie się nieuchwytny dla kamer monitoringu. Przypadek zuchwałego przestępcy pokazuje jak brak wiedzy może iść w parze z nadmierną pewnością siebie.

          [2] W sytuacji, w której musimy się zmierzyć z dziedziną, z którą się mocno identyfikujemy z jednej strony nieco na wyrost wchodzimy w rolę eksperta, z drugiej stajemy przed koniecznością obnażenia swoich niedomagań. Pokonanie ich wymaga pokory i cierpliwości, ale spojrzenia na siebie w krytyczny sposób. Ego defence to koncepcja stworzona przez Zygmunta Freuda. W procesie rozwoju różnych umiejętności może pełnić dwie funkcje: buduje poczucie wartości, pozwala czerpać radość nawet z małych postępów, ale jednocześnie Z wprowadza ryzyko dostrzegania progresu tam gdzie go nie ma, każe bagatelizować lub negować krytyczne uwagi. Mając świadomość tego mechanizmu warto zrobić z niego dobry użytek.

          Pozostaw komentarz

          back to top
          Filtry