• Category
      No categories were found that matched your criteria.
      • Manufacturer
        No manufacturers were found that matched your criteria.
      • Products
        No products were found that matched your criteria.
          • Blog
            No blog posts were found that matched your criteria.
          Blog Filters
          Picture for blog post OLEWAM TIK TOKA

          OLEWAM TIK TOKA

          Gitara, jak chyba żaden inny instrument wkroczyła w media społecznościowe i tam stała się królową rolek, shortów, tipów itp. TikTokowe podejście do tego wspaniałego instrumentu z jednej strony go popularyzuje, ale z drugiej wypacza jego istotę, bo przecież muzyki powinniśmy słuchać w kontekście całych utworów, utworów w kontekście płyt, płyt w kontekście gatunków… Dziesięciosekundowy filmik nagrany smartfonem nie ma z tym nic wspólnego. Co gorsza pojawiają się szarlatani, którzy twierdzą, że stosując jakiś tam trick można zabrzmieć jak Satriani, Slash, Hammet (patrz efekt Dunninga Krugera). I to jest herezja w najczystszej postaci. Kolejny drogowskaz: „Olewam TikToka. Wybieram prawdziwą muzykę.”

          Rozpoczęcie gry na gitarze nieuchronnie wiąże się z posiadaniem odpowiedniego sprzętu. To etap tyleż przyjemny co niebezpieczny, bo świat zwariował na tym punkcie i jeśli się do tego sprzętologicznego grajdołka wlezie, to można się już z niego nie wydostać. Oliwy do ognia dolewają właśnie social media, które mnożą testy, porównania i o zgrozo!!! - recenzje sprzętu (gwoli wyjaśnienia: recenzja może dotyczyć książki, wiersza, pisenki, płyty, sztuki teatralnej, słowem artystycznego wytworu ludzkiej wyobraźni. Gitary się nie recenzuje, bo to tak jakby chcieć degustować telewizor). Nagle gitarzysta – czyli ktoś kto powinien grać na gitarze staje się specjalistą od zmiennego radiusa gryfu, pickupów nawijanych metodą wymyśloną przez starożytnych Masajów, siodełek wykonanych z kości kulszowej etiopskiej antylopy i pasków w eskimoskie symbole szczęścia, nie wspominając już o wzmacniaczach obitych skórą krokodyla, i w pełni analogowych efektach typu nothingizer, które nie robią nic interesującego, ale kosztują pierdylion dolarów.   

                                                               

          I z jednej strony jeśli nie szkoda Ci czasu, to możesz w to iść, ale z drugiej WŁAŚNIE O TEN CZAS CHODZI!!! Trzydziestu minut spędzonych na oglądaniu filmu, w którym ktoś udowadnia wyższość gitary chińskiej nad meksykańską, nikt Ci nie odda, a jest to czas, który mógłbyś spędzić na pracy z instrumentem. Jeśli takich trzydziestominutowych filmów uzbierasz pięć tygodniowo, to oznacza, że miesięcznie jesteś dziesięć godzin w plecy! W plecy, bo z tych filmików nic nie wynika, a gdybyś taki wolumen czasowy przeznaczył na granie, to mógłbyś się czegoś wartościowego nauczyć, coś wyćwiczyć, jakkolwiek pójść do przodu.

          W stronę tych gitarowych, internetowych świecidełek pcha Cię coś co w psychologii nazywa się układem nagrody. Jak to działa? Widząc, że zwykły człowiek, bohater filmiku  (nie jakiś tam Petrucci czy inny gitarowy cyborg) bierze zwykłą gitarę, wkręca w nią pickupy z AliExpres, które normalnie miałyby wartość samochodu, ale ponieważ są chińskie kosztują 100 złotych, masz wrażenie, że powstaje coś przełomowego, wyjątkowego, a jednocześnie dostępnego. Jeśli na domiar wszystkiego ten zwykły człowiek (taki jak Ty) potrafi na tym nowopowstałym dziele sztuki lutniczej coś zagrać, to jest to obietnica, która z kolei wywołuje projekcję – widzisz się na miejscu tego kogoś, kto fajnie gra, na instrumencie wykombinowanym sprytnym, domowym sposobem. Ta projekcja wywołuje wyrzut dopaminy, czyli hormonu szczęścia. Dopamina z kolei błyskawicznie uzależnia i popycha Cię do oglądania kolejnych filmików. Tak powstaje sytuacja, w której poświęcasz swojej pasji ogromną ilość czasu (oglądanie filmów, zamawianie części, montowanie, testowanie, poprawianie…) Odnosisz mylne wrażenie, że dzięki temu zrobisz progres, a tak naprawdę drepczesz w miejscu. Marnujesz czas na eksperymenty, które w Twoje gitarowe życie nie wnoszą nic poza jakimś rodzajem frustracji, którą będziesz się starał maskować, bo jak tu się przyznać, że jednak zmarnowałeś czas i pieniądze.

          Ponieważ żyjesz w świecie, który atakuje Cię takimi bodźcami i nęci „zastrzykami dopaminowymi”, nie jesteś w stanie się przed nimi uchronić, ale możesz je oswoić i sprawić, by pracowały na Twoją korzyść. Zrób to w trzech krokach:

          1. Kup sobie porządny sprzęt – najlepszy na jaki Cię stać. Nawet jeśli miałoby to nadszarpnąć Twój budżet, lub sprawić, że pożyczysz parę groszy. Taki ruch, przynajmniej na jakiś czas uchroni Cię przed chęcią kupowania nowych rzeczy. W ostatecznym rozrachunku jedna droga gitara wyjdzie taniej niż tania gitara, wielokrotnie modyfikowana i obstawiana sprzętem wspomagającym, który i tak nie sprawi, że to wiosło w końcu zabrzmi. Poza tym uruchomisz dysonans poznawczy – czyli stan, w którym będziesz chciał „zasługiwać” na dobry instrument. Jest duża szansa, że ów dysonans skutecznie zmobilizuje Cię do ćwiczeń.
          2. Wyznacz sobie jeden dzień w tygodniu, w którym będziesz mógł z czystym sumieniem pooglądać TikToka, YouTube’a, Instagrama… Niech to będzie nagroda za cały tydzień rzetelnej roboty. Przy okazji wyselekcjonuj z social mediów dobre treści, jest ich tam całkiem sporo – musisz tylko zastosować odpowiednie sito, przez które nie przejdzie słaby, nic nie wnoszący content.
          3. Nie rezygnuj z marzeń o kolejnych dobrych instrumentach, wzmacniaczach, efektach, bo one mogą napędzać twój rozwój. Pamiętaj jednak by: po pierwsze rozłożyć je w czasie (najlepiej na wiele lat), a po drugie określić moment, w którym będziesz „zasługiwał” na coś ekstra. Np.: „Kupię sobie porządną gitarę jazzową, kiedy nauczę się płynnie grać z nut.”

          Leave your comment

          back to top
          Filters